Samsung Galaxy S6. Początek końca

Wiedzia­łem że jego czas dobiega końca. Był coraz wol­niej­szy, potra­fił zasy­piać w naj­bar­dziej nieodpowied­nich momen­tach, a co gor­sze, opa­dał z sił we wcze­snych porach dnia. Dba­łem o niego solid­nie przez ponad dwa lata, odkąd tra­fił pod moje strze­chy. Mimo tro­ski z mojej strony, pew­nego dnia zawio­dłem go, czego skutki odczu­walne są do dzi­siaj.

Samsung Galaxy S6
Jadłem śnia­da­nie, a ona jak zawsze mi przy nim towa­rzy­szył.
Posta­no­wi­łem, że po posiłku od razu umyję talerz, zamiast wkła­dać go do zmy­warki, jak to robi­łem zazwy­czaj.
Gdy już koń­czy­łem zmy­wa­nie, on był obok, nie wiem jak to się stało ale trą­ci­łem go dło­nią… wszystko trwało uła­mek sekundy, było jed­nak za późno.

 

Widzia­łem jak prze­la­tuje przez kil­ka­na­ście cen­ty­me­trów blatu kuchen­nego, odbija się o kra­wędź zlewu i ląduje z gło­śnym plu­skiem w tale­rzu peł­nym wody.
Mimo bły­ska­wicz­nej reak­cji, wie­dzia­łem że było za późno, że to zda­rze­nie odci­śnie na nim swoje piętno.
Nie trzeba było długo cze­kać na pierw­sze skutki zamo­cze­nia. W ciągu godziny nastą­piły trzy zatrzy­ma­nia w sek­cji zasi­la­nia, dosłow­nie gasł mi w dło­niach. Zazwy­czaj cie­pły, czu­łem jak zmie­nia się w chłodną bryłę szkła i metalu.

 

Za czwar­tym razem popadł w kil­ku­go­dzinną śpiączkę, nie będę ukry­wał, myśla­łem ze go stra­ci­łem na zawsze.
Widocz­nie, on jed­nak nie chciał mnie opu­ścić, nie­spo­dzie­wa­nie jego ekran zaświe­cił peł­nym bla­skiem, logo pro­du­centa dum­nie wid­niało na środku wyświe­tla­cza. Sekundy się dłu­żyły w nie­skoń­czo­ność, cze­ka­łem na zała­do­wa­nie się sys­te­mu… Tak! Krzyk­ną­łem w duchu, udało się! Powi­tała mnie, dobrze mi znana tapeta z rzą­dem apli­ka­cji.

 

Klik­ną­łem w prze­glą­darkę, wpi­sa­łem adres strony. Zała­do­wała się momen­tal­nie. Chcia­łem cof­nąć do tyłu i tu spo­tkał mnie cios. Nie dało się… strzałka cofa­nia, mimo że pod­świe­tlona nie reago­wała na mój palec. Klik­ną­łem od razu w home buton, zadzia­łał, prze­niósł mnie do ekranu głów­nego. Klik­ną­łem przy­cisk do wywo­ły­wa­nia apli­ka­cji uru­cho­mio­nych w tle, nie­stety ten także nie dzia­łał.

Stra­ci­łem dwa przy­ciski. Pozo­stał Home But­ton z wbu­do­wa­nym czyt­ni­kiem linii papi­lar­nych. Spraw­dzi­łem czy reaguje na mój odcisk palca, na szczę­ście dzia­łał. Poło­wiczna ulga.

Patrzy­łem na niego kilka chwil, czu­łem wielki sen­ty­ment do tego nie­po­zor­nego urzą­dze­nia. Tyle razem zro­bi­li­śmy, tyle zapi­sa­nych histo­rii, uwiecz­nio­nych chwil. Nie mogłem jed­nak sie­bie oszu­ki­wać, jego czas się skoń­czył. Musia­łem zna­leźć god­nego następcę. I tak też zrobi­łem. Jed­nak on, Sam­sung Galaxy S6, dalej jest ze mną, czuwa, bo może będzie zmu­szony mnie rato­wać w nagłej sytu­acji, gdy mój obecny tele­fon mnie zawie­dzie.