udzerzenie poranka

Uderzenie poranka. Krótkie historie

Uderzenie poranka.

Zbliżało się połu­dnie, a mimo to nie chcia­łem się ruszyć z łózka. Było gorąco, bar­dzo duszno. Czu­łem jak pot, cienką linią spływa mi po szyi i czole. Okno było zamknięte, zaduch w pokoju osią­gał mak­sy­malne stany wytrzy­ma­ło­ści. W głębi pokoju sły­sza­łem bzy­cze­nie muchy, które z każdą chwilą sta­wało się coraz bar­dziej iry­tu­jące. Zegar budzika robił coraz gło­śniej­sze tik tak, tik tak.

Czu­łem nara­sta­jącą w sobie fru­stra­cję, głowę przy­kry­łem poduszką i liczy­łem że uda mi się odciąć od odgło­sów oto­cze­nia. Ale nic z tego, to byłoby za łatwe. Ten dzień dopiero się zaczy­nał i oczy­wi­ste było, że swoje muszę przejść. Nie cier­piję mieć kaca, chyba nikt nie znosi tego stanu. Otę­pie­nie, pra­gnie­nie, drże­nie rąk. To potra­fiło męczyć. Naj­go­rzej kiedy jesz­cze są prze­wi­dziane obo­wiązki. Jest ciężko. Cho­lera, poduszka już nic nie dawała, chyba tylko złu­dze­nie ciszy, ale na pewno sku­tecz­nie ogra­ni­czała dopływ tlenu do płuc. Rzu­ci­łem nią w końcu w głąb pokoju. Wsta­łem chy­bo­tli­wym kro­kiem.

Świat lekko wiro­wał. Jed­nak jest ze mną gorzej niż sądzi­łem-pomy­śla­łem. Otwo­rzy­łem w końcu okno, od razu ude­rzyło we mnie gorące powie­trze z zewnątrz, żar padł wprost na moje ciało. Poczu­łem się jesz­cze gorzej. Ucie­kłem szybko w zacie­nioną część pokoju, dopi­łem hau­stem resztę soku z kubka i posta­no­wi­łem wziąć kąpiel. Pew­nie byłoby to dużo łatwiej­sze gdyby łazienka nie była zajęta… Ale zaraz, przez kogo? Miesz­ka­łem sam i nie mia­łem poję­cia kto może się w niej znaj­do­wać. Szybki reko­ne­sans poprzed­niej nocy i ukła­danka zaczęła nabie­rać kształ­tów.

Tak… Zapo­mnia­łem że spę­dzi­łem tą noc z Wiktorią, kole­żanką z pracy. Zła­ma­łem jedną ze swo­ich głów­nych zasad, ni­gdy nie spo­ty­kaj się z dziew­czy­nami z pracy. Nie miej dziew­czyny z pracy… Jak widać spie­przy­łem. Wiktoria cho­dziła po łazience, potra­fi­łem nawet usły­szeć jak jej mokre stopy doty­kają posadzki, jak wyciera się ręcz­ni­kiem, suszy nim włosy. Jest ładna, atrak­cyjna, to przy­znam na pewno, ale gdy­bym poznał ją w innych oko­licz­no­ściach, nie kor­po­ra­cyj­nym bała­ga­nie, ta zna­jo­mość mia­łaby więk­szy sens.

Posta­no­wi­łem że zro­bię nam kawy, nie chcia­łem żeby we mnie dostrze­gła zim­nego dupka, który marzy jedy­nie o tym, by jak naj­szyb­ciej opu­ściła moje miesz­ka­nie. Pamię­ta­łem że pije z jed­nej łyżeczki, z ¼ mleka i bez cukru.

Zamyślony, nawet nie wie­dzia­łem kiedy sta­nęła tuż za mną, poczu­łem tylko jak jej jesz­cze cie­płe po kąpieli dło­nie, zamy­kają się na moich oczach, jak jej usta doty­kają moich uszu i szep­czą pyta­nie – Zgad­nij kto tam?

Jasna cho­lera, pach­niała tak nie­sa­mo­wi­cie, że nie mogłem się powstrzy­mać, by nie dotknąć jej ud i ich poma­so­wać. Odw­ró­ciła mnie do sie­bie, zabrała dło­nie z oczu i pom pro­stu poca­ło­wa­ła…

Wie­cie co? Nie chcia­łem żeby wycho­dziła. To było prawdziwe uderzenie poranka.